Filip nigdy nie miał kłopotów z podejmowaniem decyzji.

W zasadzie nie musiał zastanawiać się nad wieloma sprawami, miał dopiero 12 lat.

Jego jedynym obowiązkiem było sprzątanie pokoju, segregowanie i wynoszenie śmieci oraz wyprowadzanie psa.

To niewiele, nie licząc oczywiście szkoły i pozostałych drobiazgów, którymi zbytnio nie zaprzątał sobie głowy.

Filip nie miał więc wielu okazji, żeby się wykazać. Nudził się jak mops i marzył o wielkiej przygodzie,

jaką przeżywają jego ulubieni bohaterowie z filmów, gier czy książek.

Miał dziwne wrażenie, że wszelkie niewyjaśnione zjawiska, tajemnice i ciekawi ludzie celowo go omijają!

Jakby zawsze był w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie.

Filip nie wiedział jednak, że już lada dzień całe jego dotychczasowe życie ma się zmienić.

Musiał podjąć tylko kilka dobrych decyzji – o czym nie miał jeszcze bladego pojęcia.

***

13. lutego akurat wypadał w piątek. Był sam środek ferii, a Filip kisił się w mieście, bo jego rodzice nie dostali urlopu.

Jego jedynym pocieszeniem był Fado; szarobury kundelek wielkości małego czołgu, którego siła mogłaby powalić młodego triceratopsa.

Wychodził z nim trzy razy dziennie na długie spacery. Bardzo to lubił.

Mógł wtedy myśleć, że uda mu się być świadkiem jakiegoś niecodziennego zdarzenia.

Niestety jedyne co udało mu się do tej pory zaobserwować to: bójka podwórkowych kotów,

stłuczka samochodów na rogu ulicy Mickiewicza czy porzucone lub zgubione dziesięć złotych przedarte na pół.

Wiedział, że nie jest typem człowieka, który wychodząc z domu, potyka się o walizkę pełną pieniędzy,

ale w głębi duszy miał nadzieję, że te wszystkie szalone pomysły pisarzy

i scenarzystów filmowych nie biorą się tylko z ich wyobraźni.

Filip poszedł do łazienki i spojrzał w wiszące nad zlewem lustro.

Przygładził swoje czarne włosy, które miał po tacie

i przetarł jasnobrązowe oczy, które z kolei przypadły mu w spadku po mamie.

Cieszył się, że przed nim jeszcze cały tydzień samotnego wstawania bez co chwilę powtarzających się ponaglań,

że stygnie herbata, albo że spóźni się do szkoły.

Dochodziła 9:00, a on dopiero powoli rozpoczynał dzień.

Drzwi łazienki zaskrzypiały i w progu pojawił się Fado. Patrzył błagalnie na Filipa i cicho popiskiwał.

Nie było dokładnie wiadomo czy bardziej jest głodny, czy raczej szybko musi iść za potrzebą

więc chłopak wciągnął na siebie dżinsy, założył buty i kurtkę i poszli na spacer.

Luty nie oszczędzał nikogo.

Wiał mocny wiatr i mimo że nigdzie nie było śniegu, mroźne powietrze przeszywało do szpiku kości.

Filip cieplej opatulił się kurtką i ukrył rękę, która trzymała smycz w kieszeni.

Nagle Fado stanął i nie miał zamiaru iść dalej. Chłopak dobrze wiedział, co się stało.

Fado, jak każdy pies, ma swoje (czasami absolutnie nie wiedząc dlaczego) ulubione trasy spacerowe.

Zaparł się silnie czterema łapami i wyrażał ,,głośny” sprzeciw pójścia w kierunku innym, niż rzeka.

Droga, którą zawsze wybierał pies była zdecydowanie dłuższa, niż ta, którą preferował Filip.

Co gorsza niebo właśnie przybrało kolor rozlanego atramentu z kałamarza

i wszystko wskazywało na to, że zaraz spadnie ulewny deszcz.

Filip po chwili zastanowienia zdecydował, że pójdą